Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brewkit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą brewkit. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 maja 2016

Warka nr 4 "Cienki Bolek".

W którymś z poprzednich postów rzuciłem złotą myślą odnośnie robienia piwa z puchy. Im droższy brewkit tym lepsza jakość. Nie byłbym sobą gdybym nie sprawdził drugiej opcji :) I w taki oto sposób powstało piwo, które nie powalało na kolana, a wręcz przeciwnie. Owszem było pijalne, ale nie było w nim nic co powoduje choć minimalny efekt "łał". Zupełny ciemny bezstylowiec, który miał być koźlakiem.

Wszystko to dało mi takiego moralnego kopniaka, że zainwestowałem w sprzęt i następne warki to będzie już zupełnie inna bajka.

Warka nr 3 "Rudzki Wojownik".

Tego brewkita dostałem pod choinkę od żony :) Podwójna IPA, czyli mocne piwo z bogatym aromatem chmielowym. Szybko zabrałem się do roboty zaraz po zwolnieniu fermentora, w którym był "Diabelski Nektar". Jako, że brewkity zalewa się zimną wodą najlepszym rozwiązaniem jest zakup wody źródlanej. W ten sposób wiem, że z piwem nic złego się nie stanie (infekcja) mimo, iż brzeczki się nie gotuje.
Zasada przygotowania tej puchy była identyczna jak w poprzedniej, bo i firma ta sama (Bulldog Evil Dog Double IPA). Właściwie to trochę nuda- nic zaskakującego się nie wydarzyło (kocham taką nudę:)) A samo piwko wyszło świetnie. 

Uwaga, uwaga... będzie pierwsza złota myśl :) Jeśli puchy- to tylko te z najwyższej półki, żeby nie było rozczarowania.


sobota, 28 maja 2016

Warka nr 2 "Diabelski Nektar".

Niesiony anielskimi mocami postanowiłem uwarzyć coś diabelskiego :) Tym razem z zestawu Bullldoga o nazwie Hummer of Thor. Tak.. tak to znowu ekstrakt. To efekt braku gara do zacierania oraz wielu innych akcesoriów. Nie napisałem tego w artykule z poprzedniej warki, ale warzenie z ekstraktów ma duży... wręcz ogromny minus- to jest cena. Taki zestaw który coś sobą prezentuje kosztuje sporo. Z reguły od 100 do nawet 180 zł. To spory wydatek w przeliczeniu na butelki. A za taką kwotę można uwarzyć 2 warki zacierane i to na full wypasie.

Wracając jednak do "Diabelskiego Nektaru" :) Zasada przygotowania jest praktycznie taka sama jak każdego brewkita ale... są drobne różnice. Zestaw bulldoga jest kompletny tzn jest i ekstrakt nachmielony i niechmielony. Co ważniejsze do fermentora podczas fermentacji burzliwej dodaje się chmiel na aromat!!!
Chłodzenie w wannie to może nie najlepsza metoda, ale jesienną porą kiedy nie ma ekstremalnych temperatur sprawdza się doskonale (wbrew obiegowej opinii). Ludzie wypisują bzdury, że trwa to kilka godzin, a przecież szybkie schłodzenie jest ważne dla smaku piwa (powstawanie wad). U mnie to max jedna godzina z 3 wymianami zimnej wody w wannie. Oczywiście są różnego rodzaju chodnice na rynku. Koszt takiej chłodnicy to ok 200 zł. Bywają i droższe :) Do tego trzeba pokombinować jak to podłączyć do baterii i w ogóle... Jak dla mnie to za dużo zachodu. Może kiedyś... Jeśli coś się sprawdza to po co kombinować. 

Więcej o przebiegu warzenia, a raczej poszczególnych etapach w dziale z recepturami :)


piątek, 27 maja 2016

Warka nr 1 "Addio Ammaro".

Chyba każdy piwowar zaczyna od puchy, czyli brewkita. Warzenie z ekstraktów nie jest złe. Największy problem to mały wpływ na końcowy efekt smakowy piwa. Dla początkujących to doskonałe narzędzie dla rozwoju. Uczy podstaw higieny i procesu fermentacji. Nie rzadko doświadczeni piwowarzy "lenie" tuningują po prostu takie zestawy i... nie jest to wcale złe. Pierwsze warki to z reguły ekstrakty nachmielone do których dodaje się ekstrakt niechmielony.

Jak to wygląda w praktyce? A więc zawsze do brewkitów dołączona jest instrukcja. Jeśli zastosujemy się do niej w pełni na pewno powstanie z tego coś pijalnego. Ja zacząłem od Coopersa Draught, którego otrzymałem wraz z całym zestawem do warzenia (o sprzęcie powstanie osobny dział). Puszki się podgrzewa żeby wydobyć z nich ekstrakt w formie gęstej zawiesiny. Zlewa się to wszystko do garnka ( w tym wypadku 5 litrowego) zalewa 2 litrami wrzącej wody i wlewa do zdezynfekowanego fermentora. Potem zalewa się to wszystko wodą (w moim przypadku źródlaną) i schładza do określonej temperatury. W międzyczasie przeprowadza się tzw rehydratyzację drożdży, czyli uwadnianie (taki starter). Po schłodzeniu brzeczki do określonej temperatury oraz napowietrzeniu jej (ostre mieszanie lub przelewanie) zalewa się ją przygotowanymi drożdżami i zamyka fermentor (wczesniej sprawdzamy ile Blg ma nasze przyszłe piwko). Żeby nic nie wpadło i nie popsuło nam piwa wkładamy rurkę fermentacyjną wypełnioną odrobiną wody. Po jakimś czasie (z reguły od kilku do kilkunastu godzin później) rozpocznie się fermentacja burzliwa, która trwa kilka dni. Jeżeli Blg (sprawdzamy cukromierzem, balingomierzem, refraktometrem- co kto ma) nie spada w odstępie 3 dni oznacza to, że fermentacja zakończyła się i można albo przelać piwo do butelek, albo na fermentacje tzw cichą ( zestawy startowe to z reguły jedne wiadro, więc na burzliwej się kończy). Wsypujemy do butelek (zdezynfekowanych oczywiście) cukier specjalna miarką (średnio 4 gr. na butelkę) i kapslujemy kapslownicą. No i czekamy... Mniej więcej po czterech tygodniach piwo osiągnie odpowiednie nagazowanie, ale dalej będzie to "zielone piwo". Żeby było dobre często trzeba odczekać dużo dłużej. Wszystko zależy od stylu piwa.
 
Tak na prawdę miałem opisać przebieg i pierwsze wrażenia z warzenia, ale poza tym, że byłem niesamowicie podjarany perspektywą zrobienia piwa w domu- to nie było nic godnego uwagi. Wszystko przebiegło zgodnie z planem, a ja myślałem co kupić następne... bo stał sie ze mnie piwowar "Jezus" - przemieniłem wodę w piwo :) 

Co dokładnie było ze sobą mieszane, w jakich temperaturach- to wszystko znajdziecie w dziale receptur, który uda mi się mam nadzieję stworzyć. Na koniec efekt końcowy pierwszych starań, które miały miejsce w 2014 roku :)